flegmatyk

michalrud@jabbim.pl

02 lipca 2008,

Clone High

Na pewno znacie te telenowele dla młodzieży, które można bez trudu znaleźć na kanałach takich, jak dawne Fox Kids. Komedie, które są robione bezczelnie na siłę, opowiadające o życiu uczniów jednej wybranej szkoły średniej, o ich problemach i pierwszych miłościach. Niedobrze się robi, prawda? W tym momencie przychodzi z pomocą Clone High.

Jest to serial animowany dla dorosłych, w którym widać bardzo wyraźne wpływy z tego rodzaju komedii... oraz to, że autorzy mieli ich wyraźnie dość. Można dostrzec parodie naprawdę wielu filmów (sam w tym momencie mogę przypomnieć sobie scenę na lotnisku z "Not Another Teen Movie", bądź też wyraźne nawiązanie do Zwariowanych Melodii). Język jest jak najbardziej cięty, choć przekleństwa czy obsceniczne wyrażenia nie pojawiają się tam specjalnie często. Po prostu, są tam, gdzie ich miejsce - ani za dużo, ani za mało. Tak samo z przemocą, są drastyczne sceny, jednak nie wzbudzają one w człowieku obrzydzenia, a raczej śmiech.

Fabuła jest jak najbardziej obecna, czego nie można powiedzieć o popularnych obecnie Włatcach Móch, czy nawet kultowym South Parku. Ogólnie rzecz biorąc mamy szkołę, a w niej uczniów. Głównymi bohaterami są: Abe, Joan, Gandhi, Cleopatra i JFK. Krótko mówiąc Joan jest zakochana w Abe, ten jednak darzy uczuciem Cleopatrę, która chodzi z JFK i generalnie jest kobietą raczej lekkich obyczajów, a Gandhi ogólnie ma ciekawe odpały. Czy jednak wspomniałem, że są klonami zmarłych postaci historycznych? Dziwne to, jednak i tutaj autorzy nie przesadzili - są tylko i wyłącznie klonami. Wyglądają jak oryginały, jednak myślą i zachowują się tak, jak zwyczajna młodzież - mimo to wiedzą o swoich poprzednikach i starają się ich naśladować... a przynajmniej Cleopatra i Abe, gdyż JFK jest na to za głupi, a Gandhi ma ciekawsze rzeczy do roboty (jak wkładanie czegoś do nosa czy śpiewanie). Jednak ta fabuła ma w sobie coś, co zmusza nas do oglądania kolejnych odcinków. Mamy świadomość, że tworzą one jedną całość, i wymieszane nie będą już tak zabawne. Warto też wspomnieć o gagach - jak dla mnie, autorzy mieli wiele świeżych pomysłów. Nie raz przyszło mi wybuchnąć śmiechem przed monitorem.

Kreska od początku wydaje mi się znajoma. Czy to nie jest robota tych samych ludzi, którzy maczali palce w Labolatorium Dextera? ;) Jest schludna, czytelna i miła dla oka. Podobnie muzyka - choć jest to w większości wypadków rockowo-popwa papka, to idealnie pasuje do klimatu gatunku, który produkcja ma parodiować. Warto też wspomnieć o kawałku z panem Mansonem, którego opowieść o piramidzie żywieniowej zwaliła mnie z nóg ;)

Podsumowując, można powiedzieć, że seria jest wzorcowa. Współcześni twórcy filmów animowanych dla dorosłych powinni uczyć się od niej fabuły (tak, wiem, anime mają lepsze fabuły) jak i umiarkowania. Tutaj bowiem nie widzimy ani zbyt dużo krwi (jak w Happy Tree Friends), ani zbyt dużo durnych przekleństw (tak, jak w WM). Niestety, wyprodukowana została tylko jedna seria... Chociaż muszę przyznać, że zakończenie jej zostało tak zrobione, że z jednej strony mógłbym obejrzeć jeszcze kilka razy tyle, z drugiej jednak czuję się usatysfakcjonowany. Serial nie wydaje się być sztucznie ucięty (tak, jak to miało miejsce przy MTV DownTown, które rzeczywiście zostało ucięte), ani na siłę przedłużany (o czym z resztą trudno mówić, gdy ma się do czynienia z tylko jedną serią). Tak więc, drogie panie i drodzy panowie, jeśli będziecie mieli chwilę czasu, to polecam obejrzeć. Zaznaczam jednak, iż produkcja ta jest przeznaczona raczej dla starszej widowni.

Dodano w kategorii Animacje o 00:06:59, 4 komentarze

25 kwietnia 2008,

Pan reżyser chyba nie wie, co mówi

Czy dziś istnieją postacie animowane, które mogą zrobić karierę na miarę Myszki Miki?

Teraz jest o to coraz trudniej. Rynek wręcz zalewają animacje. Postacie się mnożą, przy tym istnieją w krótkich seriach. Nie możemy śledzić ich przygód na przestrzeni lat w kilkudziesięciu odcinkach, jak to było w przypadku Miki. Z pewnością jednak furorę na miarę disnejowskich postaci robi obecnie animacja japońska.

I ma szansę przetrwać próbę czasu? Być rozpoznawalna przez następne pokolenia?

Obawiam się, że niestety tak.

Dlaczego niestety?

Pod względem artystycznym jest kiepska. Manga animacyjnie jest bardzo słaba, przyzna to każdy, kto choć trochę zna się na animacji. A treści, które niesie ze sobą – po prostu okrutne, okropne. Fabuła każdej z tych bajek oparta jest na agresji i przemocy. I niestety to się dzieciom podoba. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego.A Shrek? Może Shrek jest konkurencją dla brutalnej mangi?O nie, to zjawisko zupełnie sezonowe. Mogę się założyć, że już za dziesięć lat nie będziemy o nim pamiętać.

Żródło: Rzeczpospolita

To ja chyba inne anime oglądam.

Dodano w kategorii Animacje o 07:25:39, 10 komentarzy

01 lutego 2008,

The Thief and the Cobbler

Film animowany The Thief and the Cobbler - dzieło życia Richarda Williamsa, nieukończone. Co prawda było wydane, raz 1993 i raz w 1995, jednak bez niektórych scen. Nie zostały one nigdy ukończone, dlatego w tym, nieoficjalnym wydaniu możemy zobaczyć je jako oryginalne szkice, z wersji, która wyciekła, gdy film był jeszcze tworzony. Oglądałem jak na razie pierwsze 10 minut i mogę powiedzieć jedno - arcydzieło. Polecam. Żeby dzisiejsi twórcy filmowi podchodzili z podobną pasją do swoich wytworów... Czemu nie ma już prawdziwych filmów animowanych? Dlaczego tak mało (o ile jeszcze gdziekolwiek) tworzy się filmów ręcznie, wszędzie natomiast wciska się nam tańszą, lecz o wiele bardziej kiczowatą technikę komputerową? Owszem, niektóre filmy są stworzone do 3D, jednak gdy widzę najnowsze niby-2D produkcję Disneya to natychmiast odechciewa mi się tego oglądać (w sumie to tylko przypadkiem oglądałem fragment "Mój Brat Niedźwiedź" i natychmiast mnie odrzuciło)... Ech... Czy tylko ja mam schizo na punkcie prawdziwych filmów animowanych?

Dodano w kategorii Animacje o 17:23:03, 4 komentarze

02 maja 2007,

The Maxx (1995)

The MaxxPo raz kolejny dorwałem się do ciekawego filmu animowanego, i chciałbym się z wami podzielić moimi wrażeniami ;) To chyba moja pierwsza recenzja, więc nie bić, jeśli będę jakieś byki walił ;)

The Maxx Tym razem na tapetę poszedł The Maxx - część serii firmowanej przez MTV, nazwanej dumnie "Oddities". Jest to ekranizacja (oryginalnie serial, ja jednak mam wersję połączoną w całość wydaną na VHS) komiksu pod tym samym tytułem, stworzonego przez Sama Kietha. Nie jest to jednak kolejne przeniesienie komiksu na potrzeby telewizji, dopasowując go na potrzeby widowni. W tym przypadku oglądając film mamy wrażenie, jakbyśmy sami przewracali kartki komiksu. Rodzaj animacji jest zmienny - czasem są to prawie nieruchome kadry, poprzez uproszczone postacie rodem ze zwariowanych melodii, aż po dziecięce rysunki na kartce papieru w linie. Ale o co chodzi w tym filmie?

The MaxxWiększość z nas należy do przynajmniej dwóch światów: prawdziwego, gdzie żyjemy na łasce okoliczności, oraz wewnętrznego, podświadomego, bezpiecznego miejsca ucieczki przed problemami. Maxx jednak przeskakuje między tymi rzeczywistościami wbrew jego woli. Jedyną osobą, której na nim zależy, jest Julie Winters, pracowniczka społeczna. Ale w Pangea, drugim świecie, Maxx rządzi buszem oraz jest obrońcą Julii, królowej dżunglii (brzmi banalnie? wcale takie nie jest). Tam o nią dba. Ale wszystko zawsze kończy się w prawdziwym świecie.
The Maxx Kim tak naprawdę jest Maxx? Jest bezdomnym. Krążą o nim legendy, jedni sądzą, że jest wynikiem rządowych eksperymentów, inni - że jest kosmitą. Prawda jest jednak o wiele dziwniejsza. Nie brzmi też tak ekscytująco, więc ludzie chętniej wierzą w swoje wymysły. Jaka jest? Tego można dowiedzieć się oglądając film. The Maxx Jest on doskonałym przykładem na to, że filmy animowane nie muszą być denne. Nie jest to kolejne anime (których dużo jest mimo wszystko ambitnych), ani kolejny wytwór firmy Walta Disney'a. Szkoda, że od 1995 roku nie powstało więcej tego typu produkcji. Ciekawych, wciągających, a jednocześnie głębokich i skupiających się na opowiedzeniu historii, a nie zgromadzeniu jak największej widowni. Bo ta zapewne jest skromna. Większość woli łatwe kino animowane z prostymi dowcipami... niektórzy jednak lubią od czasu do czasu obejrzeć coś, gdzie powodów do śmiechu jest mniej, ale za to można się nad filmem zastanowić. Coś głębszego, w przeciwieństwie do większości filmów animowanych. I tacy ludzie tworzą publikę The Maxx'a.

Dodano w kategorii Animacje o 11:24:12, 7 komentarzy

10 kwietnia 2007,

MTV's Downtown

Z cyklu filmów animowanych: polecam zapoznać się z pozycją MTV Downtown. Mnie spodobało się dość ciekawe poczucie humoru. Może nie leży się po nim na ziemi, ale poprawia humor o wiele lepiej niż sitcomy, gdzie postacie nie mają swoich osobowości a biegu wydarzeń można się domyśleć.

Dodano w kategorii Animacje o 09:48:16, 5 komentarzy

Design by ChaitGear, ported by Soil. RSS. Powered by JoggerPL.