Rower
Mam nowy rower. Kurczę, to jednak jest genialne urządzenie. Daje poczucie wolności jak nic innego. Samochody i motocykle uzależniają od paliwa, natomiast na hulajnodze czy deskorolce daleko się nie zajedzie. Rower to co innego. Nie znam wielu przyjemniejszych uczuć, niż powiew wiatru oraz lekkie zmęczenie spowodowane napędzaniem tego pojazdu pracą własnych mięśni…
Jak to Xinill w komentarzu na blogu Poli zauważył, możnaby dojeżdżać na uczelnię rowerem. W sumie, to jest to dość dobre rozwiązanie, aczkolwiek jednak na cieplejsze dni… Spróbuję je jednak wykorzystać, gdyż zakładając, że rowerem omija się wszystkie korki, oraz jedzie ze średnią prędkością 20km/h, to na uczelnię jechałbym mniej więcej tyle czasu, co autobusem. Póki co muszę wygrzebać gdzieś czapkę, szalik, rękawiczki (normalnie zawsze mi ciepło, jednak wieczorami jak się jedzie, to mrozik jednak doskwiera) i samodzielnie wybrać się na kilka samotnych (bądź nie) wycieczek rowerowych bez większego celu. Tak, to mi sie zdecydowanie przyda.

Weź mnie, weź mnie! Ja już prawie zapomiałam jak sie jezdzi… :)
Spoko, możemy się kiedyś zgadać :P Może w niedzielę ;)
Ja z powodzeniem jeździłem do szkoły dwie poprzednie zimy rowerem, gdy nie było śniegu i deszczu. W razie złej pogody (lub pogorszenia) zawsze mogłem pojechać tramwajem.
Najbardziej marzną dłonie i nos (twarz w ogólności). Bardzo ważne są dobre rękawiczki, bo przy sporym mrozie to po kilku minutach nie sposób utrzymać kierownicy. Przydaje się też chusta do zasłonienia twarzy.
Niby tak, ale Ty dojeżdżałeś w obrębie miasta, a ja będę dojeżdżał w obrębie województwa (30km) ;)
No tak, to zmienia postać rzeczy :)