Laptop i stacjonarny
Mam w domu mój wysłużony, acz nadal sprawnie działający komputer stacjonarny. Na pokładzie Ubuntu 8.04, a sprzętowo to będzie 1GB RAMu, procek AMD Sempron 2800+ i jakiś stary GeForce4, który jednak nadal świetnie sprawuje się w roli silnika napędowego Compiza ze wszelkimi efektami które zamiast denerwować, to ułatwiają pracę.
Jednocześnie niedawno w moje ręce wpadł laptop HP Omnibook 6000. 256 MB RAM, na obudowie dumna naklejka Pentium III, podczas pracy na baterii w ramach oszczędności energii taktowanie procesora spada do oszałamiających ~350MHz. Oczywiście o jakiejkolwiek akceleracji 3D można pomarzyć. Jako system wybrałem Arch Linuksa + Fluxbox + wbar (jako, że menu Fluxboksa świrowało) + PCManFM + slim.
Ostatnio złapałem się na tym, że odruchowo używam lapka, bo mam wrażenie, że sprawniej działa. Oczywiście, jest do raczej mylne wrażenie, gdyż na stacjonarnym programy uruchamiają się o wiele szybciej i działają sprawniej, jednak coś tu nie gra...
Czekam na Ubuntu 8.10. To już tylko 8 dni. Zobaczymy, jak będzie wyglądać.
Zobaczymy też, czy zwycięży fakt, że podoba mi się moje nowe lekkie środowisko, czy też jak zwykle do tej pory posłucham głosu mojego wewnętrznego lenia - konfiguracja i dopieszczenie Archa na laptopie zajęło mi cały weekend. Faktem jednak jest, że niektórych rzeczy tykałem się po raz pierwszy (jak chociażby NetworkManager, do tej pory stykał mi ifup, jednak WiFi jest o wiele wygodniejsze z WM, ostatecznie siedzę na WiCD, ale procedura instalacji podobna), mimo to Ubu ma tą przewagę, że kosztem utraty kontroli nad niektórymi aspektami działania systemu (a właściwie nad możliwością złożenia systemu z klocuszkow jak w Archu) dostajemy praktycznie gwarancję, że większość sprzętu i oprogramowania będzie działać ot tak, zaraz po podłączeniu.
Kurczę, a miał to być krótki wpis na minibloga. No cóż, nie wyszło. Czas kłaść się spać, w końcu jutro znów muszę wstać o 5 rano.
