A ja poproszę Out-of-the-box
Ostatnio kUtek cwaniakowałstwierdził, że dystrybucje dla ZU nie nadają się do codziennego użytku. Ja jednak nie mogę sie zgodzić z takim stwierdzeniem, o czym teraz mam zamiar wszystkich czytelników przekonać ;)
Po pierwsze, oszczędność czasu. Instalacja Ubuntu to może z 20 minut, z czego jakieś 5 przeznaczamy na przejście przez wszystkie kroki instalatora. Dodatkowo później dokonuję instalacji wszystkich potrzebnych mi programów, takich jak gajim, audacious, OpenOffice Equations, opera czy ubuntu-restricted-extras. Wybranie tych pakietów to krótka chwilka, po czym czekamy sobie pół godzinki, aż wszystko się pobierze i zainstaluje (gdyż zaznaczam od razu wszystkie dostępne aktualizacje). Po tych zabiegach wszystko jest gotowe, ja natomiast w trakcie mam troszkę czasu na poczytanie książki bądź inne czynności ;) Owszem, można mówić, że instalacja Archa trwa krócej. Czy jednak policzony został czas, jaki trzeba stracić na grzebanie w internecie w celu znalezienia rozwiązania problemów, na które można natrafić? Owszem, Arch jest bardzo przyjemną dystrybucją, która świetnie nadaje się na komputery użytkowników albo dobrze zaznajomionych z komputerem, albo takich, którzy od komputera nie wymagają zbyt wiele. Ja jestem świadom swej niewiedzy, i dlatego jednak wybieram Ubuntu, gdzie znakomita większość mojego sprzętu działa zaraz po podłączeniu, a programy nie wymagają żadnej konfiguracji do prawidłowego działania.
Druga sprawa – zasoby. Tutaj nie ma co ukrywać, bardziej wymagające od użytkownika dystrybucje jednocześnie pozwalają na wygodną pracę nawet na słabszym sprzęcie. Jednak nawet mój kilkuletni komputer, do którego <lans>dokupiłem ostatnio trochę ramu, w wyniku czego dysponuję już gigabajtem pamięci</lans> pozwala na naprawdę komfortową pracę. Krótko mówiąc, nie czuję róznicy, więc mogę sobie na komfort pozwolić.
Wygoda i szpan. Czasami wpadają do mnie znajomi, i wolałbym, żeby, gdy któryś przyniesie jakiś fajny sprzęcik, po podłączeniu wyskoczył ładny dymek a system sam się nim zajął. Nie mam ochoty w takich wypadkach szukać po wiki instrukcji instalacji oraz bawić się w konsoli. Konsola jest genialną sprawą i nie umiałbym bez niej żyć, ale czasem wolałbym po prostu podpiąć co trzeba i nie martwić się o to, co się dzieje pod maską.
No i najważniejszy argument – są sytuacje, kiedy lepiej jest mieć wszystko pod ręką, niż szukać rozwiązań w internecie. Przykładu nie trzeba daleko szukać – ostatnio przez miesiąc byłem odcięty od internetu. Aby jednak w jakiś sposób podłączyć się do światowej pajęczyny, kupiłem sobie kartę WiFi pod USB. Jednak nie mogłem z niej skorzystać na moim komputerze pod Archem – nie instalowałem NetworkManagera (który znacząco ułatwiłby mi podłączenie się do jakiejkolwiek sieci), a pozostałych mechanizmów nie umiałem obsłużyć, gdyż nigdy wcześniej się tym nie interesowałem. Byłem więc zmuszony używać laptopa z Ubuntu, który pięknie przywitał nowy sprzęt, i już po kilku minutach na pasku pojawiła się przyjemna ikonka kreseczek oznaczających siłę sygnału. Ktoś może powiedzieć, że to dobrze, że w Archu nie ma wszystkich sterowników naraz – tutaj muszę szanownego czytelnika zaskoczyć, gdyż Arch jak najbardziej miał sterowniki do owej karty zainstalowane w standardzie. Ktoś inny może mi zarzucić, iż powinienem wcześniej pomyśleć i zainstalować NetworkManagera zanim zostałem pozbawiony internetu – tu powiem tylko tyle, że instrukcja na wiki Archa wcale mi nie pomogła, a moje wrodzone lenistwo podpowiedziało mi, że lepiej dać sobie spokój. I dałem.
Niech jednak szanowny czytelnik nie odniesie mylnego wrażenia, że jestem przeciwny istnieniu takich dystrybucji jak Gentoo czy Arch – wręcz przeciwnie. Podziwiam prostotę ich budowy oraz ogromny potencjał drzemiący w nieograniczonych możliwościach dostosowania systemu do własnych wymagań. Są one doskonałym wyborem na serwer, urządzenie wbudowane (gdzie na każdym urządzeniu jest taka sama konfiguracja sprzętowa i wiemy, czego się spodziewać po użytkowniku) czy do domów osób, które mają dużo wolnego czasu. W życiu nie zainstalowałbym Ubuntu czy openSUSE na telefonie komórkowym, chyba, że bardzo mocno okroiłbym taką dystrybucję… ale wtedy okazuje się, że łatwiej było od razu skorzystać z Archa bądź Gentoo. Do mojego domu jednak Ubuntu jest doskonałym wyborem, ponieważ nigdy nie wiem, co podepnę do niego jutro.

Jeszcze jeden argument – przenośność.
Kiedy mam powiedzmy Archa, Gentoo czy choćby Windowsa na dysku i pada hasło „wiki komp mi padł a mam tam ważne dane” to muszę iść, wziąść dysk takiego człowieka i u siebie skopiować dane, po czym odnieść mu dysk, tam naprawić lub zreinstalować system, wrócić do mnie, przywrócić dane.
Przy takim wszystkomającym ubuntu zaś biorę swój dysk i odpalam z niego cudzego kompa – bo ma moduły do praktycznie każdego sprzętu jaki może być w takim kompie ‘out of the box’. Co wczoraj pozwoliło mi raz przejść z domu do kumpla i raz stamtąd wrócić, zamiast tak kursować parę razy, a posiadanie np Gentoo i kompilowanie modułów pod każdy sprzęt znowuż mija się z celem.
W sumie to zrobiłbym z tego całą notkę, ale wyprzedziłeś mnie z odpowiadaniem mu, a żeby chłopakowi się nie poprzewracało w głowie od nadmiaru trackbacków to dopisuję tutaj :P
I tak mu chyba trackbacki nie działają :P Ale Twój argument jest słuszny i nie mogę zrobić nic innego, jak tylko go poprzeć ;)
BTW mina kumpla jak przyszedłem do niego, podłączyłem swój dysk z ubuntu i z marszu ruszyło wszystko włącznie z LANem dzięki dhcp i podstawowym efektem compiza – kostką [jedyne co mam włączone] była fajna :D
Argumenty przemawiające za dystrybucjami w stylu Ubuntu jak najbardziej słuszne. Ja jednak musze stanąć w obronie dystrybucji trudniejszych – czasami po prostu chce się pogrzebać w systemie, samemu sklecić własną konfigurację, pokombinować. Chyba wszyscy to znamy. :)
@Piotr Pyclik: Oj fakt ;) Dlatego dobrze jest mieć w GRUBie coś ambitniejszego, aby czasem sie chwilkę pobawić ;)
I myślę że to jest jedyny argument za dystrybucjami Gentoo-Archo-Debiano-podobnymi na desktopach, do którego zwyczajnie nie można się przyczepić. ;)
Jejku, tu jest pięknie :) .
Dobra, ja kończę offtopic. Nie, nie cały komentarz ;) .
Otóż, Arch, to prawda, jest prosty i nieskomplikowany w konfiguracji, natomiast obsługa sprzętu bywa już problematyczna. W moim przypadku, była to karta WiFi na PCI, do której Arch miał nawet firmware na CD. Niestety, łączenie się z WiFi w konsoli to samobójstwo, chyba, że jest to sieć niezabezpieczona. W efekcie odpaliłem z powrotem openSUSE, by zainstalować via pacman —root pakiety, a dopiero potem odpalić Archa.
Powiem więcej, GNOME działało mniej-więcej tak samo na obydwu dystrybucjach (wina Durona czy efekt placebo?).
5 godzin łącznej zabawy w instalacją systemu, jego konfigurację, dogranie pakietów i skonfigurowanie ich to zdecydowanie za dużo.
Dlatego stoję murem za dystrybucjami, które dostarczają na CD/DVD gotowe środowisko do pracy/rozrywki. Oczywiście nie każdy program z danego zestawu musi mi się podobać, ale jest/będzie SUSE Studio, Ubuntu Customization Kit, czy Revisor Fedory. Nie będę już mówił, dlaczego SUSE Studio uważam, za lepsze rozwiązanie (generowanie obrazu po stronie serwera). Oj, sam się zapultałem…
A „trudniejsza” dystrybucja do zabawy? Hmmm, zawsze można odpalić VM.
Muzę sie powtórzyć, ten szablon jest boski w swojej prostocie :) .
Jak chcesz, to napisz wieczorem, a dostaniesz źródła, ja sie chętnie podzielę :P Ale teraz wychodzę na dwór.
Nie, ja wolę coś własnego. Tylko chwalę ;) .
Ja na lapku mam Ubuntu i działa jak marzenie, a na stacjonarnym Slacka, który działa jak marzenie, a na dodatek jest moją osobistą dumą :) Linux w końcu został stworzony do zabawy… tylko nieco ambitniejszej i powodującej więcej bólów głowy :P
Kutek sam niedawno przeszedł na Archa i ja bym go poważnie nie brał, bo jego notka brzmi jak wypowiedź neofity.
Ja osobiście cenie dystrybucje takie jak Ubuntu, bo to dobry system na początek. Dystrybucje typu Arch są robione dla innych ludzi niż choćby OpenSUSE , po prostu kiedyś człowiek mówi dość i chce sam decydować co ma w systemie. I wcale nie są one takie straszne, choć wymagają więcej uwagi.
sl3dziu: nie sądzisz, że prywatne wycieczki do mojej osoby powinieneś kierować w inne miejsce?
Co do wpisu: tak jak pisałem u siebie, każde rozwiązanie ma swoje wady oraz zalety. Kwestia tego co dla nas jest wadą, co zaletą, a co po prostu jest dla nas ważne.
I trackbacki też działają.
Prywatne wycieczki do Twojej osoby? Hm ja ich jeszcze nie zacząłem, po prostu takie jest moje zdanie że zachowujesz się jak neofita. A może jesteś po prostu przewrażliwiony?
Przewrażliwiony, nieprzewrażliwiony. Neofita, nie neofita – mówisz o mojej osobie publicznie „na boku”. Rób jak uważasz, średnio mnie interesuje Twoje zdanie na ten temat, bo mówisz to, co Ci się wydaje – po prostu sądzę, że lepszym miejscem na tego typu uwagi jest mój blog/mail/jabber.
Dodałem 2 komentarze na Twoim blogu – jeden do wpisu o którym tu mowa, drugi do wpisu o Xfce4.6beta2, do tej pory ich nie zobaczyłem na nim. Więc proponuję zamiast ‘średnio się interesować’ moim zdaniem (bo mnie Twoje zupełnie nie interesuje), weź leki i zajmij się swoim blogiem.
No, Amatorski trening pingwinów to ma ostatnio kłopota z komentarzami. Wiadomość, że pisze się za często, pojawia się, gdy nie piszę się nawet wcale xD .
livio: popieprzyły mi się miesiące. Komentarz dodałeś przed zmianą daty (we wrześniu) ja zaś cofnąłem się na serwerze do sierpnia. WordPress nie bardzo rozumiał jak to jest, że dodałeś komentarz o miesiąc do przodu i wariował. ;-) Askimet ostatnio jest bardzo chętny na nowe komentarze, posiedzę nad tym jak znajdę trochę wolnego czasu.
O, no to ja idę kliknać „Revert form” w formularzu komentarzy :> . Rozszerzenie Lazarus się przydaje ^^ .
jak się przyjrzę to nie taki żły ten szablon :P
Nie podoba mi się mały flejm, jaki wyrósł na moim blogasku. Już, już, spokój :P Pobijecie mi się i będzie.
A Kutek rzeczywiście ma problem z komentami, mnie jako spam oznacza :(
fleg, nie płacz, mnie też :P .
Kutuś już nas nie luubii ;(
Marudzicie.. Mnie chyba nie lubi od samego początku :D