Wieczorowy Wpis #12
Uff... pierwsza jazda już za mną.
Dzień zaczął się normalnie. Jak zwykle, ubrałem się zbyt cienko. Poniedziałek, jak zwykle luźne lekcje, w dodatku nie było geografii - najcięższej z nich, co nie znaczy, że nie można się na niej chwilki zdrzemnąć. Po szkole fakultety z matmy (trzeba się do matury przygotować), po fakultetach jazda.
Na początku zapoznałem się z obsługą auta. Światła mijania, drogowe, blokada kierownicy, wspomaganie, biegi... Fajna ta Panda. Autko może i małe, ale cichutkie i jakieś takie... przyjemne. W porównaniu do Cinquecento zaskoczyła mnie ilość elektroniki wewnątrz, no i wszelkie bajery w stylu świateł "zaprowadź mnie do domu"... elegancko.
Mam kłopoty z ruszaniem. Muszę się nauczyć, żeby nie puszczać tego sprzęgła tak nagle. Ale poza tym, i pewnym małym incydentem związanym z myleniem kierunków myślę, że nie było tak źle ![]()
Instruktor całkiem przyjazny. Spokojny, mimo, że uparcie mam problemy na skrzyżowaniach w związku z moimi sprzęgłowymi kłopotami. Nawet ponarzekaliśmy na to, że niektórzy słuchają takich tworów jak eska ![]()
Jeżdżenie jest jednak męczące. Zwłaszcza po ciemku. Następna jazda w piątek. Życzcie mi mało przechodniów na chodnikach
I na przyszłość mały utworek, kto zgadnie skąd? ![]()
Arietta powiedział(a),
05 listopada 2007 o 19:49:26
Ooo jeździsz sobie

Obsługi sprzęgła da się nauczyć
P.S. A już myślałam, że wróciły wpisy wieczorowe…
05 listopada 2007 o 19:50:41
No właśnie, to był pierwszy powrócony taki wpis… jak będą jeszcze jakieś dni pełne wrażeń, to będę je opisywał w wieczorowych wpisach
Arietta powiedział(a),
05 listopada 2007 o 19:52:11
Ale coś jakby… nie tak. Wieczorowe wpisy były pełne przemyśleń... rozmarzone takie… lubiłam je czytać.
Ten powinien ściągać czytelników tytułem w stylu „moja pierwsza jazda samochodem’
05 listopada 2007 o 19:54:03
Hmm, w sumie to były… teraz mam mało czasu, w związku z czym mniej przemyśleń ;) Ale jakby się jakiekolwiek pojawiły – to będę pisał, obiecuję
A tak na marginesie, to to nie była moja pierwsza jazda samochodem, tylko na kursie 
Arietta powiedział(a),
05 listopada 2007 o 19:59:22
To jak wcześniej jeździłeś? Bez użycia sprzęgła?
05 listopada 2007 o 20:01:07
Z użyciem, ale odpalenie było jak rzucanie kostką – albo odpali albo nie, mam dziś szczęście czy nie
16 listopada 2007 o 10:45:53
A co ma odpalanie do ruszania? Da się tego nauczyć – najlepiej samochód na jakąś boczną drogę, parking albo cokolwiek ustronnego i jazda – ćwiczyć :]
Co do instruktora: takie zadanie, nawet ta gadka radiu eska była po to, żeby Cię odstresować, żebyś już przestał myśleć o tym co przed chwilą było nie tak i jechał dalej, skoncentrował się na jeździe.
Czysta psychologia. To po to na kursie instruktorskim zajęcia z psychologii są najważniejsze, a umiejętność jazdy to 20% takiego kursu.
16 listopada 2007 o 14:19:25
@SebaZ: Już jestem po drugiej jeździe i idzie mi coraz lepiej