Po raz kolejny dorwałem się do ciekawego filmu animowanego, i chciałbym się z wami podzielić moimi wrażeniami ;) To chyba moja pierwsza recenzja, więc nie bić, jeśli będę jakieś byki walił 
Tym razem na tapetę poszedł The Maxx - część serii firmowanej przez MTV, nazwanej dumnie "Oddities". Jest to ekranizacja (oryginalnie serial, ja jednak mam wersję połączoną w całość wydaną na VHS) komiksu pod tym samym tytułem, stworzonego przez Sama Kietha. Nie jest to jednak kolejne przeniesienie komiksu na potrzeby telewizji, dopasowując go na potrzeby widowni. W tym przypadku oglądając film mamy wrażenie, jakbyśmy sami przewracali kartki komiksu. Rodzaj animacji jest zmienny - czasem są to prawie nieruchome kadry, poprzez uproszczone postacie rodem ze zwariowanych melodii, aż po dziecięce rysunki na kartce papieru w linie. Ale o co chodzi w tym filmie?
Większość z nas należy do przynajmniej dwóch światów: prawdziwego, gdzie żyjemy na łasce okoliczności, oraz wewnętrznego, podświadomego, bezpiecznego miejsca ucieczki przed problemami. Maxx jednak przeskakuje między tymi rzeczywistościami wbrew jego woli. Jedyną osobą, której na nim zależy, jest Julie Winters, pracowniczka społeczna. Ale w Pangea, drugim świecie, Maxx rządzi buszem oraz jest obrońcą Julii, królowej dżunglii (brzmi banalnie? wcale takie nie jest). Tam o nią dba. Ale wszystko zawsze kończy się w prawdziwym świecie.
Kim tak naprawdę jest Maxx? Jest bezdomnym. Krążą o nim legendy, jedni sądzą, że jest wynikiem rządowych eksperymentów, inni - że jest kosmitą. Prawda jest jednak o wiele dziwniejsza. Nie brzmi też tak ekscytująco, więc ludzie chętniej wierzą w swoje wymysły. Jaka jest? Tego można dowiedzieć się oglądając film.
Jest on doskonałym przykładem na to, że filmy animowane nie muszą być denne. Nie jest to kolejne anime (których dużo jest mimo wszystko ambitnych), ani kolejny wytwór firmy Walta Disney'a. Szkoda, że od 1995 roku nie powstało więcej tego typu produkcji. Ciekawych, wciągających, a jednocześnie głębokich i skupiających się na opowiedzeniu historii, a nie zgromadzeniu jak największej widowni. Bo ta zapewne jest skromna. Większość woli łatwe kino animowane z prostymi dowcipami... niektórzy jednak lubią od czasu do czasu obejrzeć coś, gdzie powodów do śmiechu jest mniej, ale za to można się nad filmem zastanowić. Coś głębszego, w przeciwieństwie do większości filmów animowanych. I tacy ludzie tworzą publikę The Maxx'a.