Historyczna porażka
Dziś piątek. Zdecydowana większość populacji cieszy się weekendem, mnie niestety czeka jeszcze cotygodniowa, sobotnia wyprawa na politechnikę, a w dodatku pewnie będziemy kłaść kable pod telewizor którego i tak nie ujrzę w przeciągu najbliższych kilku ładnych miesięcy. No ale co z tego, i tak rzadko oglądam telewizję…
Nurtuje mnie natomiast jedna sprawa. Dlaczego jest tak, że chodzę do klasy matematyczno-informatyczno-fizycznej, gdzie nikt raczej swojej przyszłości w kierunku humanistycznym nie planuje kierować, a odnoszę wrażene że historii musimy się uczyć więcej niż fizyki czy matematyki? Oto przykładowe 2 pytania ze sprawdzianu, który dzisiaj pisaliśmy.
7. Uporządkuj zgodnie z chronologią:
a) Bitwa pod Trzcianą
b) Bitwa pod Kłuszynem
c) Bitwa pod Kircholmem
d) Rozejm w Mitawie
e) Pokój w Oliwie
f) Rozejm w Nowym Targu
18. Dopisz daty roczne do podanych wydarzeń:
a) Defenestracja ruska
b) Bitwa pod Litzen
c) Odwołanie edyktu nantejskiego
d) Habeas Corpus Act w Anglii
e) Akty nawigacyjne
f) Restauracja Stewardów
A może to nam po prostu nie chce się uczyć?
A tak na weekendowe odprężenie to polecam utwór Bum – Kanikuły.

Mój umysł ścisły tez nie cierpiał historii, więc to raczej normalne.
Poza tym matematykę, fizykę itp. wystarczy rozumieć a nie trzeba kuc na pamięć. Historię….odwrotnie i to jest w niej beznadziejne:) Dlatego wydaje się, że jej uczenie jest ponad siły.
Pozdrawiam i życzę cierpliwości…..trzeba tylko przetrwać…nie ma innego sposobu:)
Ano nie ma ;) Ale na szczęście są inne klasy, są i gotowce :D
Nie mogłem nie zabrać głosu ;) Jestem nauczycielem historii i ja powtarzam swoim uczniom, że historia to nie totolotek, tu liczby nie są najważniejsze, choć ich znajomość przydaje się, by ją zrozumieć.
Jak najbardziej się z panem zgadzam. Poprzednia nauczycielka (która obecnie jest na urlopie macierzyńskim) stawiała bardziej na zrozumienie procesów, które zachodziły w historii. Oczywiście znajomość takich dat, jak np 1410 jest konieczna – ale co za dużo to niezdrowo ;)
Drogi panie nauczycielu: ja uczę matematyki, a poziom wiedzy historycznej u dzisiejszej młodzieży jest bardzo ubogi, bo choć ja uważam, że bardzo mało wiem….to w porównaniu do tego, co wiedzą moi uczniowie, nawet Ci najlepsi i tak wiem więcej. Ale i tak teraz nikt by mnie nie zmusił do nauki czegoś, czego nie cierpię…teraz…tzn. kiedy naukę mam już za sobą:) Pozdrawiam
Drodzy Państwo ;)
Historia przez większość uczniów uważana jest za nudną ("tylko te daty i daty"), do tego nie jest to polski czy matematyka, które trzeba umieć. Programy dla podstawówek przestawiły się z przedstawiania dat na pokazywanie jak kiedyś żyli ludzie.
Dla mnie zawsze była strasznie nudna i żadna siła nie mogłaby mnie zmusić, żeby się jej uczyć na przykład teraz. Poza tym, nie spotkałam jeszcze nauczyciela, który przekazałby wiedzę historyczna…nie nudnie:) Dlatego mam też uraz do książek historycznych, a muszę przyznać, że wszelkie inne dosłownie połykam.
Tutaj nie mogę się zgodzić. Miałem w gimnazjum nauczyciela historii który lekcje potrafił poprowadzić dość barwnie. Co prawda wplatał w swoje opowieści dość dużo fantazji (miał podwozie od czołgu w swoim polonezie, podsłuchiwało go CIA, FBI, KGB a pewnie i RGB oraz ZHP), ale do dziś dziękuję mu na niektórych sprawdzianach z historii, że rozumiem co i dlaczego się w dziejach ludzkości wydarzyło.
Ja takiego nauczyciela miałem w szkole podstawowej. O ile było to możliwe starał się pokazać, że to co działo gdzieś, działo się także w okolicy.
To ja chyba źle trafiałam i w podstawówce i w LO…później na szczęście nie miałam już do czynienia z historią;)